Pewnego zimowego dnia Ellington Ratliff postanowił odwiedzić swoją przyjaciółkę Rydel Lynch z ,którą miał dziś pisać piosenkę. Zapukał do drzwi, a otworzył je nie kto inny niż Ross.
- Elo. - powiedział blondyn.
- Siema, jest Rydel.?
- A po co chcesz się z nią spotkać.? - odpowiedział Ross.
- Bo mamy do napisania piosenkę do szkoły. - tłumaczył się brunet.
- Too, zapraszam. - odpowiedział osiemnastolatek i otworzył drzwi tak szeroko, jakby Ell był królem.
-Dzięki-powiedział brunet i poszedł w stronę królestwa blondynki.Miał już wchodzić kiedy usłyszał ,że Rydel nie jest sama w pokoju. Wiedział ,że źle zrobi ,ale postanowił podsłuchać rozmowę. Z rozmowy wynikało ,że rozmawiają o kimś. A dokładnie Rydel rozmawiała z Rikerem.
- Przestań.!
- Co mam przestać jak taka jest prawda.!
- Jaka prawda.?!
- Każdy o tym wie.!
- Wymień przynajmniej jedną osobę.!
- Ross.!
- Ten debilizm, nawet nie wie, że istnieje coś takiego jak książka telefoniczna.! Inną.!
- Rocky.?
- Serio.? Inną.!
- Ryland.!
- Samych debili mi podajesz.! Idź się leczyć do psychiatryka.!
- Chyba Ty.! I tak każdy wie, że kochasz się w Ellu.!
- No chyba nie.!
- No chyba tak.!
- Przecież on mi się nawet nie podoba.!
- Kłamiesz jak najęta.! Widać to po twoich oczach.!
- Ja mam zawsze takie oczy.!
- Jak sobie chcesz, ale każdy wie, że Rydellington istnieje.!
- Każdy, czyli Ty.?!
- Na przykład.
- Jakie Rydellington.?!
- Srakie.!
- Wal się.!
-Wmawiaj sobie!
-Słuchaj! Ja nigdy prze nigdy nie umówiłabym się z nim. A co gorsza się zakochała!
Po tych słowach Ell czuł jakby ktoś wbił mu nóż w serce. No tak. Od dłuższego czasu czuję coś więcej do blondynki niż tylko przyjaźń,a właśnie dzisiaj miał jej to wyznać. Brunet wybiegł z domu swoich przyjaciół i skierował się do swojego. Wbiegł do swojego pokoju ,a korzystając z okazji ,że jest sam w domu ,wyjął żyletkę i zaczął ciąć swoje ciało. W końcu Rydel się zdenerwowała i wyszła trzaskając drzwiami zostawiając jej starszego brata samego w pomieszczeniu.
- Jak tam piosenka.? - zapytał Ross.
- Jaka piosenka.? - odpowiedziała zdziwiona blondynka.
- No ta, którą miałaś pisać z Ellem.
- To on już tutaj był.?! - krzyknęła dziewczyna.
- No tak.
- Gdzie dokładnie.? - oczekiwała szybkiej odpowiedź.
- Miał iść do ciebie, twojego pokoju. - powiedział zdziwiony blondyn.
- Że co.?!
- Miał iść do twojego pokoju pisać z tobą piosenkę.
- Idę do niego. - powiedziała, ubrała buty, kurtkę i wyszła z domu. Nie miała szczęścia, ponieważ zaczął padać śnieg i zrobiło się strasznie zimno. Jednak nie zrezygnowała z "odwiedzin" swojego przyjaciela. W końcu doszła do domu Ellingtona i zaczęła pukać. Nikt jednak jej nie otworzył, ale nadal nie rezygnowała. Zaczęła dzwonić do przyjaciela - nie odbierał. Nie wiedziała już co robić, więc postanowiła wrócić do domu, ale zanim to zrobiła spojrzała jeszcze we wszystkie okna, które posiadał dom. Zauważyła w jednym z okien swojego przyjaciela, który leżał na podłodze cały zakrwawiony, a obok niego żyletkę. Już wiedziała co zrobił, szybko zadzwoniła po karetkę, a sama próbowała wejść do domu. Zauważyła otwarte okno, przez które weszła do pomieszczeń. Otworzyła dom, a karetka zabrała chłopaka do szpitala. Pozwolili jechać dziewczynie, a ta przez całą drogę trzymała bruneta za rękę, ale się nie odzywała. Chwile później znajdowali się w szpitalu. Lekarze ratowali Ellingtona ,a Rydel siedziała cała zapłakana i czekała na wsparcie. Po 10 minutach przybyła cała świta, m.in. Riker,Vanessa,Laura,Ross,Rocky i Ryland. Rodziców nie było ,bo byli u rodziców Stormie. Riker i Ross od razu zasypali ją pytaniami ,a dziewczyny przytuliły.
-Nie przytłaczajcie jej pytaniami! Nie widzicie w jakim ona jest stanie?!-krzykneła Van.
- Mądra się znalazła. - powiedział Riker.
- Wal się. - odpowiedziała z uśmiechem brunetka. Nagle na korytarz przyszedł lekarz i powiedział, że Ellington nie jest w dobrym stanie. Rydel nawet się na niego nie spojrzała, a nadal płakała. Vanessa ją przytuliła, lecz nic nie pomogło. Dodał też, że na kilka minut może ktoś do niego wejść. Delly nie wytrzymała i wyszła ze szpitala i usiadła na ławce na dworzu. Tuż za nią pobiegła Laura. Długo nie musiała jej szukać. Podeszła do płaczącej blondynki.
-Delly...-zaczęła
-Czasami w życiu są takie momenty, ale zobaczysz wszystko się ułoży.
-Nie! Nic już się nie ułoży! On myśli ,że ja go nie lubię,nie kocham ,ale to wszystko przez Rikera! To przez niego to powiedziałam!-krzyczała. Przytuliłam ją mocno i namówiłam ją do wrócenia do szpitala. Kiedy byłyśmy już na korytarzu gdzie byli pozostali, nie wytrzymałam i zaczęłam wrzeszczeć na Rikera.
-Ty debilu! Jak ty mogłeś!
-Ale co ja zrobiłem?-zapytał zDEZoriętowany.
- Ja wracam do domu. Nie wytrzymam tu dłużej. - powiedziała blondynka i wyszła ze szpitala udając się w stronę swojego domu cała zapłakana. Gdy tam doszła otworzyła drzwi i pobiegła do swojego pokoju. Zamknęła drzwi i opadła na łóżko ciągle płacząc.
- To moja wina.! Po co ja to powiedziałam.?! Nigdy sobie tego nie wybaczę.! - krzyknęła i dalej płakała. W tym samym czasie w szpitalu dalej odbywała się kłótnia Rikera z Laurą.
-Ale to nie moja wina ,że to powiedziała! Mogła się po prostu przyznać ,że go kocha!-wrzeszczał blondyn
-Mogłeś nawet nie rozpoczynać tego tematu ułomie!-krzyczała Laura.
-Mogą państwo się uciszyć! To jest szpital ,a nie konkurs "Kto najgłośniej krzyknie"-powiedział stanowczo Pan Doktor i wszedł na Oiom. Laura podeszła do Rikera strzeliła mu z liścia ,że aż został czerwony ślad i usiadła na krześle zakładając nogę za nogę.
-To kto do niego idzie?-zapytał Ross. Laura spojrzała na Rikera i powiedziała
-Idź Rik. Musisz mu to wyjaśnić i lepiej módl się żeby nie był w śpiączce.
- A może zadzwonimy po Rydel.?
- Nawet nie próbuj, ona jest już pewnie wystarczająco zdenerwowana. - wtrąciła Van.
- Idziesz Ty, tłumaczysz mu wszystko i później nam wszystko opowiadasz, co Ci powiedział. - powiedziała z wymuszonym uśmiechem Laura.
- To Riker idzie do Ella, a ja jade do Delly. Macie klucz od domu.? Bo mogła się zamknąć. - powiedziała 21-latka.
- Masz. - odpowiedział Ross i rzucił klucze od domu Vanessie. Dziewczyna ruszyła w stronę domu swojej przyjaciółki. Jak się spodziewała - drzwi były zamknięte. Otworzyła je i udała się do pokoju Rydel.
- Delly to ja. Otworzysz.? - zapytała brunetka, bo drzwi od pokoju blondynki były zamknięte.
- Co tu chcesz.?! - krzyknęła zapłakana.
- Chciałam porozmawiać.
- Ciekawe o czym.!
- O Twoim zachowaniu. To nie twoja wina, że Ell jest w szpitalu.
- Jak nie jak tak.! Gdybym tego nie powiedziała, to by tak nie było.!
- Rydel uspokój się.! To nie twoja wina.!
- Proszę nie kłam.!
- Nie kłamię.!
- Na pewno.!
- Jestem twoją przyjaciółką i zawsze będę przy Tobie.! Wiem lepiej jaka jesteś.!
- Przestań.!
- Nie przestanę, bo taka jest prawda.! Dziewczyna wstała i otworzyła drzwi od pokoju.
- Dziękuję. - powiedziała zapłakana blondynka i przytuliła przyjaciółkę.
-To co? Wracasz ze mną do szpitala?
-No nie wiem. A jak on nie chcę mnie widzieć?
-Nie dramatyzuj Delly. Już Laura o to zadba żeby Rik mu wszystko wyjaśnił.
-Jesteście the best Marano- powiedziała z uśmiechem Lynch
-Oh, wiem,wiem-odpowiedziała jej Nessa W tym samym czasie w pewnym pokoju szpitalnym odbywała się bardzo ciekawa rozmowa dwóch przyjaciół.
-No i to w jakiś sposób przeze mnie ona to powiedziała. po prostu się zdenerwowała ,że ją naciskałem żeby powiedziała no i tak jakoś wyszło-tłumaczył się Riker, Ellowi.
-To znaczy ,że ona coś do mnie czuję?-zapytał zadowolony Ellington
-Tego nie wiem-odpowiedział malowany blondyn
-Ale jest to całkiem możliwe.
-Aha-powiedział lekko zawiedziony brunet. Riker usiadł na krześle koło jego łóżka.
-Ty się w niej zakochałeś prawda?-zapytał ,a Ellingtona zamurowało.
-Nie-skłamał
-Słuchaj Ratliff. To ,że straciłem pamięć ,nie znaczy ,że Cie nie znam. A tak w ogóle to przecież widać ,więc lepiej się przyznaj ,że się w niej bujasz ,bo inaczej będzie źle.-zakończył swój długi monolog i spojrzał na Ella. Ten tylko spuścił głowę.
-Tak-odpowiedział cicho brunet.
-Co ja mam zrobić?-zapytał po chwili. Riker spojrzał na niego poważnie.
-W tej sprawie to musisz się poradzić Laury,Vanessy lub Rossa.-odpowiedział.
- Dobra, a teraz z innej beczki. Debilu czemu się pociąłeś.?! - zaczął drzeć się na przyjaciela.
- Rydel sobie ciągle wmawia, że to przez nią. - powiedział Riker.
- To jej powiedz, że sam z własnej woli to zrobiłem.
- Serio.? Jak tylko tu przyjedzie to będziesz w gorszym stanie niż jesteś teraz.
- Możesz wyjść, bo chcę spać. - odpowiedział Ell.
- Ok, ale i tak wiem, że kłamiesz. - zaśmiał się najstarszy i wyszedł z pokoju szpitalnego.
-No i jak? Wytłumaczyłeś mu wszystko?-zapytała Rikera, Laura z mordem w oczach
-Tak-odpowiedział i odsunął się od brunetki na bezpieczną odległość
-To masz szczęście-odpowiedziała i wróciła do poprzedniej czynności ,czyli przytulania Rossa.
-A tak w ogóle to czemu on się pociął?-zapytał nagle Rocky
-Nie wiem. Powiedział tylko ,że z własnej woli-wzruszył ramionami najstarszy i usiadł obok Raury. Po chwili przyszła Rydel z Vanessą. Wszyscy rzucili się na blondynkę.
- Yyyy... Możecie mnie puścić.? - zapytała z uśmiechem Delly.
- Sorry. - powiedzieli wszyscy.
-To co? Idziesz do Ellingtona?-zapytał Rocky ,a blondynka natychmiast zbladła.
-Rocky!-krzyknęły Marano
-No co?-zapytał
-Gówno-odpowiedział Ross
-Twoje!-chciał sie wywinąć Rocky
-Masz na czole-powiedziała Laura tym samym wywołując śmiech u każdego na korytarzu łącznie z lekarzami ,pielęgniarkami,pacjentami i Rydel.
- Nieee. Nie mam humoru. - odpowiedziała dziewczyna.
- Szkoda, bo... - dodał Rocky.
- Tylko słowo. - powiedział cicho do brata Ross, przy czym zakrył mu usta.
- Ludzie... Nawet odezwać się nie można... - oburzył się brunet.
- Może jutro tu przyjde, ale nie wiem. - posmutniała blondynka.
- Nie płacz. - powiedział Ross i przytulił siostrę.
-Rydel. Idź..-zapewniał ją Riker- Zobaczysz ,że będzie dobrze.
-Obiecujesz?-zapytała
-Obiecuje-przyrzekł i uśmiechnął się. Rydel nie pewna powoli otwierała drzwi od sali przyjaciela. Po chwili weszła i ujrzała Ellingtona, ktrz patrzył się w sufit.
-Cześć Ell- zaczęła ,a brunet był bardzo zaskoczony przyjściem blondynki.
- Oooo.? Hej. - odpowiedział zdziwiony.
- Kazali mi tu przyjść. Tak przy okazji to po co to zrobiłeś.?
- Czyli co.?
- Nawet sobie nie żartuj.!
- Z własnej woli.
- No ja Cię chyba zabiję.!
- Za co.?
- Serio chcesz w pysk.? - zapytała sfrustrowana blondynka.
- Niee. - uśmiechnął się do niej.
-Too- przeciągała Delly
-Too- przeciągnął Ell
-Nie obijam w bawełnę. Gadaj. Czemu się pocięłeś?-zapytała ,a brunetowi mina zrzedła.
- Mówiłem czemu. - powiedział i spojrzał się w sufit.
- Debilu. Skoro tak masz ze mną gadać to w ogóle nie gadaj. - powiedziała i wyszła z sali trzaskając drzwiami.
-Delly czekaj!-krzyknął. Jednak na darmo ,bo dziewczyna ani się śniła odwrócić i wrócić do niego. Dziewczyna wyszła ze szpitala nie zważając na żadną osobę. Wróciła do domu, ubrała się w dresy, wyjęła kubeł lodów i włączyła w swoim pokoju romantyczny film zamykając drzwi od niego. W tym samym czasie Laura weszła do Ellington chcąc dowiedzieć się czemu Delly wyszła. Laura zadawała mu mnóstwo pytań, lecz ten nawet przez chwilę nie spojrzał na nią, ciągle gapił się w sufit.
- Odpowiesz mi, czy nie.?! - zapytała zdenerwowana Laura. Ten jak zwykle nic nie odpowiedział.
- Ok nie chcesz mówić, to nie mów. - powiedziała i także wyszła już bez słowa.
- Nie chce nic mówić. - opowiedziała wszystkim obecnym na korytarzu.
- Może Rydel powinna z nim pogadać.? - zaproponował Rocky.
- A ty znowu swoje. Ile razy mamy Ci powtarzać, że ona nie chce z nim gadać.? Raz ją tam wepchaliśmy to wyszła nic nie mówiąc. - powiedziała zdenerwowana Vanessa.
-No to już nie wiem-powiedział zrezygnowany Rocky.
- Ide do Rydel. - powiedziała Laura, lecz Ross złapał ją za rękę.
- Myślisz, że będzie chciała z kimś gadać.? - dodał.
- Może najlepiej będzie jak pójdzie do niej Riker. - uśmiechnęła się chamsko Nessa.
- Czemu ja.?
- Bo to Ty zmusiłeś ją, żeby to powiedziała. - odpowiedziała.
- Mogła się od razu przyznać. - uśmiechnął się do 21-latki.
- A może nie chciała.?
-O tym nie pomyślałem-przyznał blondyn.
- Właśnie.! Najpierw coś przemyśl, potem mów. - ochrzaniła go Vanessa.
- Ale każdy wie, że się ko... - Zamknij się.! - wydarła się na niego.
-Okej. Okej-powiedział przestraszony i usiadł na krześle.
-Dobra to ja idę-zawiadomiła Lau. Ross znowu ją złapał za rękę.
-A może pozwolimy jej pobyć samej?-zapytał
-W sumie dobry pomysł-odpowiedziała z uśmiechem
*1,5 tygodnia później*
*Sylwester*
Ratliff wychodzi dzisiaj ze szpitala tym czasem Rydel siedziała w domu i użalała się nad sobą.
- O nie... - powiedziała Vanessa, która wparowała do pokoju Rydel.
- Po pierwsze: idziesz się umyć, bo Ratliff wychodzi ze szpitala i pierwszą osobą którą zobaczy to będziesz Ty.
- Chyba Nie. - powiedziała Rydel.
- Nie przerywaj mi i chyba tak. Po drugie posprzątam ten bałagan. Leć się myć.! - uśmiechnęła się do przyjaciółki. Dziewczyna wykonała niechętnie polecenie brunetki. Ta posprzątała jej pokój i zeszła na dół, gdzie była reszta rodziny jej przyjaciółki.
- Udało się.! - powiedziała zadowolona Nessa.
- Co się udało.? - zapytał Ross.
- Przekonałam Rydel, żeby się przygotowała.
- Do czego.? - zapytał zdziwiony Rocky.
- Do Sylwestra idioto. Do tego Ellington wraca, a raczej w przetłuszczonych włosach i w brudnych dresach go nie przywita. - odpowiedziała. Po chwili do kuchni zeszła Delly.
- Co jest do jedzenia.?
-To co sobie zrobisz-powiedział ironicznie Rocky, a Van pacnęła go w tył głowy.
-Ej-jęknął
-Co "ej"? Właśnie wyszła czysto i schludnie ubrana! Należy jej się śniadanie-mówiła Nessa. Rydel podeszła do lodówki ,wzięła jogurt i powiedziała z ironią:
-O jej! Dziękuje! Nie musieliście dawać mi tego jogurtu Wyszła z kuchni zostawiając przyjaciół samych. Usiadła na beżowej kanapie w salonie i włączyła 4fun TV. Właśnie leciało "Little Mix- Wings" kiedy usłyszała śpiewającego Michela Jacksona. To był jej telefon. Natychmiast odebrała go nie patrząc kto dzwoni.
-Halo?-zapytała
-Cześć Rydel-odpowiedział głos w słuchawce. Dzwonił Ross
-Gadaj czego chcesz-powiedziała nie chętnie.
-Za 25 minut Ell dostaje wypis. Chciałabyś przyjść tu i..
-Nie-odparła krótko i się rozłączyła. W tym samym czasie Ellington wraz z Rossem czekali na lekarza, który miał przynieść wypis bruneta.
-A tak w ogóle jest ktoś u ciebie w domu?-zapytał Ross
-Nie mam pojęcia-odpowiedział Ell.
Przyszedł lekarz i podarował brunetowi wypis.
- Ty, a mogę zostać u was.? Bo przypominało mi się, że moi rodzice wyjechali i wrócą w lutym.
- Ciebie chyba wali.! Pewnie że możesz.! - powiedział uśmiechnięty Ross Ellington mu podziękował i ruszyli do domu.
-Rydel! Rusz dupę i pomóż mi tu posprzątać! Ellington z Rossem zaraz przyjadą!-krzyczała Stormie.
-Że co?-zapytała i podeszła do mamy.
-No właśnie to. Ross przed chwilą dzwonił ,że rodzice Ellingtona są na jakiejś wycieczce czy coś i wrócą dopiero w Lutym, więc przez ten czas on zostaje u nas-powiedziała Stormie ,a Delly bez słowa pobiegła do swojego pokoju ,a następnie na dwór. Albo szczegółowo, na dworzec kolejowy.
W tym momencie do domu Lynchów przyszedł Ross wraz z Ellingtonem. Wszyscy go przytulili.
- Nie było mnie tylko dwa tygodnie. - zaśmiał się.
- To i tak dużo. - powiedział ze łzami w oczach Rocky, który zrobił to dla jaj i go przytulił.
- A gdzie Delly.? - zapytała Stormie.
- Pójdę po nią. - oznajmiła Vanessa. Chwilę później krzyknęła z góry.
- Nie ma jej.!
-Jak to nie ma?-zapytała przerażona Stormie
-No nie ma!-krzyknęła ponownie Marano
-Ale przecież nie wychodziła z pokoju z 2 tygodnie,a tu raptownie wyszła do ludzi?-zapytał niespokojny Ross
-Ktoś mi powie o co tu chodzi?-spytał Ellington.
-Ehh.. Chodź-powiedział Riker który razem z Laurą zjawił się nie wiadomo kiedy. Ell posłusznie ruszył za blondynem i po chwili byli w jego pokoju (Rikera).
-To o co wreszcie chodzi wszystkim?-zapytał ponownie
-Pamiętasz co Ci mówiłem ,że ona myśli ,że to przez nią się pociełeś?-zapytał ,a brunet kiwnął twierdząco głową.
- Tooo... myślę, że będzie chciała się zabić. - powiedział.
- Że co.?! W jaki sposób.?! - zapytał krzycząc.
- Ciągle mówiła, że najlepiej zginąć, pod kołami pociągu.
- Że co.?! - krzyknął i wybiegł z pokoju Rikera, a później z domu Lynchów. Biegł na najbliższe tory kolejowe i zauważył blondynkę, wiedział od razu kto to i się nie mylił.
- To wszystko moja wina. - powiedziała Delly sama do siebie i weszła na tory kolejowe. Ratliff zauważył zbliżający się pociąg i szybko zepchnął dziewczynę z danego miejsca, a pociąg swobodnie przejechał po torach.
- Co Ty zrobiłeś.?! Miałam umrzeć.! Nie chcę żyć.! - krzyczała z płaczem blondynka, a brunet trzymał ją za ramiona.
- Idiotko.! Chciałaś umrzeć wpadając pod pociąg z byle jakiego powodu.?! - zapytał zdenerwowany brunet.
- Miałam powód.! - odkrzyknęła zapłakana.
- Ciekawe jaki.?!
- To wszystko moja wina, że byłeś w szpitalu.! Gdyby nie ja to byś tam nie był.!
- Ale byłem i co.? To powód, żeby popełnić samobójstwo.?!
- Tak.! To wszystko moja wina.! Ja nie zasługuję na to, żeby żyć.!
- Nawet tak nie mów.!
-Ale ja mówię prawdę!-krzyknęła i odwróciła się od niego. Chciała już iść ,ale Ell złapał ją za rękę.Ich twarze dzieliły zaledwie milimetry.
-Nigdzie nie pójdziesz do puki czegoś mi nie wytłumaczysz-powiedział.
-Nie muszę ci niczego tłumaczyć-odpowiedziała wyrywając się. Jednak Ellington nie dał za wygraną i znowu ją złapał ale tym razem byli niebezpiecznie blisko.
-Czego chcesz?-zapytała patrząc mu w oczy.
-Wiedzieć czemu aż tak chcesz się zabić-odpowiedział spokojnie.
-A może najpierw ty mi powiesz,dlaczego się pociołeś?-zapytała z łzami w oczach, a on natychmiastowo zbladł. Cisza.
-Powiesz czy nie?-zapytała -Nie-odpowiedział niepewnie -Dlaczego?-spytała -Bo..-nie dokończył ,bo Delly mu przerwała
-To przeze mnie, prawda? On nic nie odpowiedział tylko skinął głową
-Wiedziałam-powiedziała z łzami w oczach
- To dlatego chciałam żeby ten pociąg mnie rozjechał!
-Rydel. Słuchaj ,ja to zrobiłem bo..
-Bo powiedziałam tamto, wiem.
-A wiesz czemu tak się tym przejąłem?-zapytał ,a ona skinęła głową na "nie".
-Bo cię kocham. Kocham to kiedy się uśmiechasz. Kiedy śpiewasz,tańczysz i to wtedy się denerwujesz ,bo wtedy tak słodko marszczy Ci się nosek.-dziewczyna usmiechnęła się ,a ten kontynuował
- Kocham Cię za to ,że jesteś sobą i nie wstydzisz się tego. Że nie próbujesz udawać kogoś innego. kocham Cię za to ,że po prostu jesteś. Blondynka nie wytrzymała i pocałowała go. Akurat wtedy kiedy wybiła północ i słychać było odgłosy fajerwerek. Po chwili oderwali się od siebie.
-Też cię kocham-odpowiedziała Rydel i oboje zatonęli w długim i namiętnym pocałunku.
The End!
Sorki za jakiekolwiek błędy :*
Zajefiście piszecie! :3
OdpowiedzUsuńMacie parę błędów z interpunkcją, ale tak to jest w porządku ;)
OdpowiedzUsuńO EM DŻI JESTEŚCIE ŚWIETNE.! MOŻNA LICZYĆ NA KONTYNUACJĘ.?
OdpowiedzUsuń